O zawartości podręcznika do polskiego

1 Oświecenie - “czas rozumu”

Znalazłem podręcznik do języka polskiego z którego uczono mnie w liceum, (w latach 2007-2011) - “Przeszłość to Dziś” cz. I-II (do I klasy), autorstwa K. Mrowcewicza. Okazał się bardzo ciekawą lekturą po latach.

Rzućmy okiem na rozdział “Czas Rozumu” (tzn Oświecenie):

(s. 172)

‘Encyklopedia była dziełem najwybitniejszych umysłów oświecenia. Nad jej powstaniem czuwali Diderot oraz filozof i matematyk d’Alembert. Hasła pisywali autorzy tej miary co Wolter, Rousseau, Montesquieu (…). Encyklopedia sumowała poglądy epoki - w odważny, a czasem nawet radykalny sposób wypowiadała się na temat polityki filozofii czy religii. Postulowała przede wszystkim badanie przyrody i studiowanie nauk przyrodniczych. Zdaniem encyklopedystów, nie warto zajmować się Bogiem, ponieważ w przyrodzie nie ma śladów jego działania; człowiek powinien odkryć prawa natury i żyć w zgodzie z nimi. Tylko wtedy może osiągnąć prawdziwe szczęście w przeciwnym razie jest skazany na błąd, fałsz i cierpienie. Na zasadach naturalnych (takich jak np równość i sprawiedliwość) należy także oprzeć budowę nowego społeczeństwa oraz stosunki międzyludzkie. Nie trzeba wierzyć w Boga by postępować moralnie. Wystarczy przestrzegać praw natury. (…) (Encyklopedia) rychło stała się prawdziwą wyrocznią dla ówczesnych intelektualistów oraz niezastąpionym orężem w walce z przesądami dawnego świata.’

(s. 192)

‘Wolter należał do najważniejszych postaci epoki. (…) Rozum był dla niego miarą prawdy, czyli to, co racjonalne, uznawał zarazem za prawdziwe. Według Woltera nie istnieją żadne cuda, nie ma też świata nadprzyrodzonego - wszystko to jest bowiem sprzeczne z rozumem. Pisarz bardzo ostro atakował Kościół, uważając, że jest on główną przeszkodą w oświeceniu ludzkich umysłów ponieważ szerzy nieracjonalne przesądy’

Encyklopedia to dziełko z Indeksu Ksiądz Zakazanych - tytuł sugeruje zbiór wiedzy ogólnej, tylko, że posolony poglądami jak wyżej. Podstęp polega na tym, by przejść płynnie z wiedzy np technicznej do uroszczeń światopoglądowych o charakterze obiektywnym.

Voltaire (Francis M. Arouet) to pisarz, aktywista społeczny i wróg Kościoła, który chciał zburzyć co (jak sam mówi) “dwunastu łajdaków i błaznów zbudowało”. Rzekome jego “badanie przyrody” nie wiązało się z naukowymi kompetencjami. Promował on prace Newtona, na poparcie swoich poglądów o “Bogu-zegarmistrzu”, który stworzył i puścił w ruch świat wedle ustalonych praw, dalej się nim nie interesując. Pozwoliło mu to odrzucić religię i prawo moralne wynikające z chrześcijańskiego objawienia. Podobnie jak i innych encyklopedystów to ostatnie bolało go najbardziej, przez rozwiązły tryb życia. Inni (Diderot, d’Holbach) szli nawet dalej, wyjaśniając wszelkie zjawiska jako fenomen mechaniczny (stąd też np nie istnieje dla nich wolna wola i Bóg).

Doktryny te niewiele mają wspólnego ze “studiowaniem nauk przyrodniczych”, prędzej z Mesmerem, bioenergoterapią czy scjentologią, którzy również dbali o to, by uzgodnić swoje wymysły z obowiązującą modą w fizyce, atakując swoich klientów zwierzęcym magnetyzmem, elektrowstrząsami czy falami radiowymi.

Z tekstów źródłowych tych panów możemy znaleźć m.i. fragment “Kandyda” Voltaire (s. 193) - ten akurat fragment zawiera paszkwil na katolików, zarzucający im ciemnotę, barbarzyństwo i brutalność. Portugalczycy (wedle wskazań mędrców z katolickiego uniwersytetu w Coimbre), postanawiają spalić paru ludzi, co ma zapobiec dalszym trzęsieniom ziemi:

“w myśl tego zapatrywania pochwycono jakiegoś Biskajczyka, któremu dowiedziono, iż zaślubił swoją kumę, oraz dwóch Portugalczyków, którzy jedząc kurczaka oddzielili zeń tłustość; również związano po obiedzie doktora Panglossa i jego ucznia Kandyda; jednego za to, co mówił, drugiego, że przysłuchiwał się z potakującą miną”.

Zobaczymy niedługo, że bardziej odpowiedniego testu źródłowego ten autor nie mógłby wybrać. Komentarz jego o “Encyklopedii” jest bardziej radykalny niż opinie autorów anglojęzycznych i bardziej niż może się wydawać sama treść “Encyklopedii”. Z powodu cenzury tego rodzaju idee nie były tam prezentowane otwarcie i raczej nie w artykułach o teologii i metafizyce. Encyklopedyści polegali raczej na dwuznaczności i szyderstwie przemycanym w niewielkich wzmiankach: np artykuł “Kanibalizm” zawiera odnośniki do “Ołtarz”, “Eucharystia”.

Z polskich reprezentantów “Czasu Rozumu” jest polski libertyn Stanisław Trembecki. Ciekawa jest rubryka “materiały do charakterystyki” (s. 168) tego ostatniego, z której możemy się dowiedzieć o jego pijaństwie, rozpuście, grywaniu w karcięta, nie oddawaniu długów itp. Poza tym “konsekwentny epikurejczyk, drwił z religijnych przesądów”. Fragment jego wiersza traktuje o obiegu materii w przyrodzie: “zwać to zwykliśmy skonem a nasze ostatki, innym rozda żyjątkom wielkiej łono matki”.

Sens tej wypowiedzi jest sugerowany w tabelce obok (s. 169):

“libertynami nazywano wówczas wolnomyślicieli, zwykle ateistów, którzy nie wierzyli w żadne kodeksy moralne, a w życiu kierowali się epikurejską filozofią dążenia do rozkoszy i unikania wszelkich przykrości. Z epikureizmu brali też przekonanie, że materia jest wieczna, w związku z tym nie trzeba bać się śmierci.”.

A dalej:

“Do najsłynniejszych libertynów XVIII stulecia należeli niepoprawny kobieciarz, awanturnik i oszust Włoch Casanowa, oraz francuski arystokrata markiz de Sade”.

Obok jest też o oświeconym ateizmie i deizmie.

Oto z lekcji “literatury” (przymusowych z resztą) może się młody człowiek dowiedzieć, że wcale nie trzeba przestrzegać żadnych staroświeckich zasad moralnych, a już na pewno nie sa tu żadnym problemem kary boże, bo przecież “materia jest wieczna”. Co więcej, nazywa się to “czas rozumu”. Zapamiętajcie to nauczyciele, jak następnym razem będziecie komuś robić problemy o piwo i fajki.

Jest tu też trochę innych ciekawych postaci, np Rousseau, o którym Voltaire pisał w liście, że “nikt jeszcze nie użył tyle dowcipu, by zamienić nas w bydło; po lekturze twojej książki człowiek aż chciałby chodzić na czterech”. A na stronie tytułowej pojawia się podobizna Antoine Lavoisier, który w odróżnieniu od tych wszystkich złoczyńców naprawdę był wybitnym uczonym i był także wierzącym katolikiem, podobnie jak wielu innych francuskich uczonych XVIII-XIX wieku (o czym Mrowcewicz jakoś nie wspomniał). To wszystko jednak materiał na kiedy indziej.

2 Renesans pogaństwa.

By zrozumieć lepiej dalszą część przenieśmy się na początek - zgodnie z programem nauczania można tam znaleźć taksonomię pogańskich bożków tj “mitologię” (I. s. 23). Bożki nigdy nie były i nie są neutralne względem chrześcijaństwa i nie na darmo chrześcijanie woleli umrzeć, niż ofiarować im kadzidło. Wiemy to też po osądzie rozumowym, jako, że myślenie o nich u młodych jest podstawą do indyferentyzmu i zwątpienia. Napoleon napisał w swoich wspomnieniach tak ([Ob], s. 306):

„Zastanówmy się na chwilę nad nie­słychaną głupotą tych, co niby chcą nas wychowywać. Powinni oni zai­ste dołożyć wszystkich sił, aby z naszych umysłów wygładzić ideę poganizmu i bałwochwalstwa; jeżeli bowiem co może osłabić uczucie wiary, to z pewnością nieustanna styczność z wyskokami głupoty po­gańskiej. Tymczasem cóż czynią ci mądrzy wychowawcy? Oto przeno­szą nas pomiędzy Greków, Rzymian i niezliczoną liczbę bożków ich niedorzecznej mitologii. To właśnie spotkało mię w wieku młodym, a jakie wrażenie na mój umysł wywarło, czuję to dotąd. Było to w chwili, w której największa zachodziła potrzeba utrzymywania we mnie uczuć wiary, wówczas jeszcze silnych, kiedy ci głupcy napoili mię wszelakiego rodzaju niedorzecznościami starożytnego świata i zadali straszny cios prze­konaniom moim młodocianym, tak że powątpiewanie opanowało mego ducha“.

Pod tą samą “głupotą’, albo przeciwnie, pod jakimś sprytnym planem mogą się podpisać nasi polscy edukatorowie - dziwne że tutaj też oświecenie idzie w parze z bożkami, jak za czasów Napoleona (ur. 1769). Dziwi ogólnie przychylny stosunek do bożków u wielu przeciwników chrześcijaństwa. Nie chodzi im koniecznie o to, by zwalczyć”przesąd”. Na przykład ten sam ołtarz Zeusa z Pergamonu o którym Apokalipsa mówi “tron szatana” został w latach 1911-1930 odbudowany w Berlinie, a na jego podobieństwo Speer zbudował Hitlerowi mównicę - duża część nazistowskich przywódców praktykowała różne wersje okultyzmu i pogaństwa. Sympatyzujący z nimi słynny psychologista Carl Jung odprawiał potajemnie okultystyczne rytuały, choć na zewnątrz zainteresowanie bożkami tłumaczył tym, że to są “archetypy zbiorowej podświadomości”. Poeta Goethe (o jego lekturze “Cierpienia Młodego Wertera” jeszcze powiemy) ubolewał nad tym, że “wesołe” bóstwa pogańskie zostały zastąpione przez chrześcijaństwo (wpływy pogaństwa znać w jego wierszach, które młodzież polska czyta w II klasie).

Wróćmy do podręcznika “Przeszłość to Dziś”, części o renesansie. Jak można się spodziewać, autor jest równie zachwycony tą epoką jak oświeceniowymi deprawatorami powyżej, przeciwstawiając dalej ciemnotę średniowiecza nowej Epoce Człowieka. Opis ten jest dość typowy dla opinii liberalnych akademików o renesansie, ale ja chciałbym go nieco uzupełnić.

Na pierwszych stronach pojawia się Giovanni Pico della Mirandola, jego “Mowa o Godności Człowieka” i krótki tekst autora pt. “filozofia neoplatonizmu” (s. 15):

“Filozoficzne uzasadnienie dla ruchu humanistycznego dawał neoplatonizm, którego kolebką była rządzona przez Medyceuszy Florencja. Od Platona i jego następców myśliciele renesansu brali przede wszystkim ideę boskiej jedności z której wyłoniło się wszystko. Jedność, pokój i zgoda powinny więc charakteryzować wszystkie sfery ludzkiej działalności. W praktyce równało się to łączeniu różnych sprzecznych teorii oraz poglądów (takie zjawisko nazywamy synkretyzmem). Platon był dla filozofów z tego kręgu Mojżeszem mówiącym po grecku, a starożytną mitologię i literaturę interpretowali oni w duchu chrześcijańskim jako ukryte przesłanie tych samych idei, które można znaleźć w Piśmie Świętym.”

Parę słów komentarza - “idea boskiej jedności”, inaczej panteizm to taka herezja, według niej Bóg jest wszystkim, wszystko co zostało stworzone to emanacje Boga. Dalej sprawia to, że logika czy prawda tracą znaczenie przez “jedność” i “pokój”, co jest kuriozalnym dość stwierdzeniem, spotykanym jednak u różnej maści modernistów. Dalej pojawia się “nowy Mojżesz” Platon i ciekawa to rzecz, skąd on się tam wziął, w tej Florencji. Otóż za czasów soboru florenckiego (XV wiek) z orszakiem cesarza Bizancjum, przybył Gemistos-Pleton (nazwał się tak na cześć Platona), słynny tamtejszy filozof, uczony i mag. Miał za zadanie argumentować za zgodnością filozofii Platona z chrześcijaństwem, a przeciwko użyciu Arystotelesa przez scholastyków. Argumentował jednocześnie za swoimi własnymi pogańskimi poglądami, do których przyznał się na łożu śmierci. [Ple] Bardzo polubili tego “filozofa” włoscy proto-humaniści, wykładając jego nauki w Akademii Platońskiej założonej przez Medyceuszy. Z tego źródła wyszli ważniejsi okultyści i astrologowie Ficino, Dee, Kelley, Agryppa itd będąc szarą eminencją epoki i często sięgając nawet do łask postępowych monarchów. Pośród nich znaleźć można też naszego bohatera Mirandolę, pasjonata kabały.

A oto co on pisze w cytowanym w podręczniku fragmencie (s. 16):

“Nie wyznaczam Ci Adamie, ani określonej siedziby, ani własnego oblicza, ani też nie daję ci żadnej swoistej funkcji ażebyś jakiejkolwiek siedziby, jakiegokolwiek oblicza lub jakiejkolwiek funkcji zapragniesz, wszystko posiadł zgodnie ze swoim życzeniem i swoją wolą”.

“Nie uczyniłem cię ani istotą niebiańską, ani ziemską, ani śmiertelną, ani nieśmiertelną, abyś jako swobodny i godny siebie twórca i rzeźbiarz sam sobie nadał taki kształt, jaki zechcesz. Będziesz mógł degenerować się i staczać do rzędu zwierząt i będziesz mógł odradzać się i mocą swego ducha wznosić się do rzędu istot boskich”.

Swoją wolą i mocą swego ducha będziesz mógł wznosić się do “rzędu istot boskich”. Oto platońska “Ewangelia” bez kazania na Górze, krzyża i przykazań. “Jako Bogowie będziecie” i to na własnych warunkach. Nie chodzi tu z resztą (prawdopodobnie) o “ideały humanistyczne” w abstrakcie. Brian Coperhaven z uniwersytetu kalifornijskiego napisał książkę “Magic and Dignity of Man”, wedle której przewodnim znaczeniem “Mowy” jest magia i kabała jako droga do pewnego rodzaju zbawienia i błędem jest sądzić inaczej. Nic to też dziwnego wobec innych dzieł Mirandoli (np potępione przez Kościół 900 tez).

Mrowcewicz mówiąc o “sztandarach renesansu” (s.13) rozpisuje się głównie o tym samostanowieniu, samowładztwie człowieka - co jest przyjemne dla dzisiejszego ucha (“Róbta co chceta!” itd). Nie wspomina przy tym o gnostycko-okultystycznej proweniencji tych idei, która dla wielu współczesnych wydałaby się głupia i absurdalna (a dla innych śmierdzi siarką). Dodaje za to hasło “Do źródeł!”, cyt.

“ludziom odrodzenia nie wystarczały już średniowieczne autorytety, chcieli sięgać do źródeł wiedzy, których szukali w starożytności”

chodzi tu pewnie o wspomnianego Platona, ale nie tylko. Zaraz (s. 28) okaże się, że Kościół źle Biblię przetłumaczył, z czym będzie walczył kolejny ulubieniec autora. Mam tu na myśli Marcina Lutra: “uczonego księdza”, “wielkiej wiary”, który sprzeciwił się “odpustom”.

“Ludziom tej epoki nie wystarczał już bowiem łaciński przekład (Biblii) św. Hieronima, który obowiązywał w Kościele średniowiecza. Badając tekst oryginału humaniści dostrzegli, że w tym tłumaczeniu nie brak błędów i przeoczeń. Rozpoczęły się więc burzliwe dyskusje nad interpretacją Pisma Świętego Czytelnikiem tych polemik był Niemiec Marcin Luter, uczony ksiądz z Wittenbergi. Był to człowiek wielkiej wiary, którego oburzały niektóre działania Kościoła. W r. 1517 Luter opublikował 95 tez przeciw odpustom. Była to powszechna wówczas praktyka zwolnień od przyszłych kar czyśćcowych, w zamian za dobre postępki bądź nawet wnoszone przez wiernych opłaty. Luter uważał, że do zbawienia wystarczy sama wiara, a sprzedawanie odpustów jest po prostu niemoralne.”

A jak się to ma do faktów? 95 tez Lutra mieszało postulaty o odpustach z różnymi herezjami, z których najważniejszą było wywrócenie do góry nogami chrześcijańskiej moralności. Luter kłamał i zwodził, (np zapewniając papieża o swoim oddaniu) by kupić sobie czas i na dobre rozpętać rewolucję, zanim Kościół będzie w stanie zareagować - użył do tego nowo wynalezionego druku. W skierowanej do Erazma polemice “O Niewolnej Woli” (z 1525), sam otwarcie przyznaje, że wcale nie chodziło mu o “czyściec, papiestwo, odpusty” i tym podobne “nieistotne tematy”, a o poglądy na wolną wolę. Dalej, jeśli wierzyć pismom samego reformatora (a także np Erazma - listy z 1524 do Melanchtona i z 1529 do Geldenhouwera) ludzie po ogłoszeniu jego “prawdziwej Ewangelii” że nawrócenie i dobre uczynki są zbyteczne, oddali się różnym występkom. On sam pisze o nich, że stali się 7 razy gorsi, albo też, że wypędził jednego diabła (papiestwo), a 7 gorszych przyszło na ich miejsce (Werke, Weimar ed., XXVIII, s.763). Reforma prędko wyprodukowała też wojny domowe, powstania i inne ruchawki.

3 Katolicyzm czyli średniowiecze.

Rozumowym, postępowym i oświeconym siłom światłości jest przeciwstawiony złowrogi ciemnogród. Na s. 114 (I) autor pisze następująco o legendach o Świętych.

“Święci z łatwością dokonywali nadludzkich czynów, pielgrzymowali do egzotycznych krain, żyli w świecie nigdy nieustających cudów, jeszcze na ziemi kontaktowali się z zaświatami. Legendy były pewne baśniowej, nieco naiwnej fantastyki. Przestawiały świat diabłów, aniołów, mitycznych zwierząt i roślin, świat czarno-białych skrajności - strasznych zbrodni i równie strasznej pokuty.”

To znaczy cuda, wizje, diabły i anioły należą do świata “naiwnej fantastyki”, w podobnym stopniu jak mityczne zwierzęta. Legendy o świętych są jej pełne autor nie mówi tu o wszystkich świadectwach o Świetych, tylko o pewnym gatunku. Szkopuł w tym, że nie mówi zarazem o żadnym innym gatunku, np późniejszych “Żywotach” ks. Skargi czy też “Acta Sanctorum”, które powołują się na znane źródła. Jedyne historie, które go interesują to te rzekomo przesadzone, jedyni interesujący Święci to średniowieczni, potem sprawa znika i nie istnieje ( by zrobić miejsce dla Trembeckiego et consortes). Jeśli czegoś można się nauczyć od “Encyklopedystów” to tego, jak czegoś nie powiedzieć i zarazem dać do zrozumienia.

Określanie kwestii cudów, aniołów, a zwłaszcza diabła jako “naiwnej fantastyki” przywodzi na myśl powstałą w XIX-XX wieku, a bardzo dziś wpływową grupę czy ruch ideowy który przy pomocy “krytyki literackiej” badał “historyczność” Chrześcijańskiego Objawienia. To znaczy snuli oni wymysły, że jest ono w rzeczywistości inne, na przykład cuda tamże opisane są nieprawdziwe. W odróżnieniu od zwykłych ateistów ruch ten usiłuje infiltrować chrześcijaństwo by rozwalić je od wewnątrz, ze swoją religią w której Chrystus jest ledwie jakimś filozofem czy nauczycielem - w wypadku protestantyzmu bardzo się to skutecznie udało. Więcej można poczytać o tym w encyklice “Pascendi Dominici Gregis” (“Modernista jako historyk i krytyk”). Co do cudów oszukańczość tych państwa polega na tym, że mają wiele do powiedzenia na temat np Biblii, a nic o cudach w nowoczesności, jak Lourdes, Fatima czy też nowsze. Przywołują oni czasem (np Bart Ehrman) argument Hume’a, przeciw cudom Ewangelii, milcząc o regularności cudów katolickich w każdym wieku, aż po nowoczesność.

Jeśli z kolei Mrowcewicz wie, że “legendy o świętych” są fałszywe i naiwne to skąd? Był tam, 800 czy 1000 lat temu? Niehistoryczność polega na założeniu, że trudno ustalić w przeszłości coś, co nie dzieje się obecnie w oparciu o źródło pisane, ale nie pokazano w żaden sposób, że takich zjawisk obecnie nie ma - są dowody, że właśnie występują (np [Dal] [Lrd]). Jeśli on nie zamierza o tym szerzej wspominać, to powinien raczej siedzieć cicho na ten temat, a nie reklamować jeden skrajny punkt widzenia (gdzie ta słynna neutralność światopoglądowa)?

Na innej stronie (s. 116) pisze on tak:

“Żywoty Świętych - wśród schematów”

“Wystarczy przeczytać kilka ze średniowiecznych żywotów świętych, by zauważyć, że hagiografią rządziły schematy”. “Współczesny czytelnik ma czasem wrażenie, że czyta wciąż tę samą historię, w której zmieniają się tylko imiona”.

Dobór tekstów też jest ciekawy, bo akurat wybrano historię o Świętym Aleksym, który żył w starożytności zanim Kościół dopracował pojęcie obowiązku i na dzisiejsze standardy wzbudza skandal tym, że zostawił żonę, by zostać ascetą. Jakby czytelnicy za pierwszym razem tego skandalu nie załapali, to jeszcze dodano zadanie (s. 126) “jak oceniasz postępowanie św. Aleksego wobec rodziców i żony” i pełen wyrzutów wiersz Iłłakowiczówny. Wcześniej jest inny wiersz traktujący z wyraźną pogardą o innym (kontrowersyjnym na dzisiejsze standardy) starożytnym ascecie, Szymonie Słupniku. Napisał go tworzący po wojnie Grochowiak (związany z PAX).

Asceza i ubóstwo to tutaj głębszy temat. Na (s. 121) jest tekst o Arnoldzie z Brescii i Piotrze Waldo. Obydwaj istotnie praktykowali ubóstwo, tylko, że ekstrapolowali to na sposób uniwersalny. Jeden stanął na czele tumultu w Rzymie, przejmując na krótki czas władzę (papieża Eugeniusza przepędzono). Głosił między innymi, że kler posiadający majątek nie ma mocy sprawować sakramentów. Drugi, Waldo, zainspirowany historią Św. Aleksego właśnie, zostawił żonę i podjął życie wędrownego ascety, gromadząc wokół siebie znaczną liczbę zwolenników. Papież zatwierdził ich śluby ubóstwa, ale zabronił im głosić ich nauki, podważające otwarcie katolickie wierzenia (o czyśćcu, transsubstancjacji, święceniach kapłańskich i inne). Waldo wobec tego otwarcie się zbuntował i zaostrzył swój kurs (np zaczął rozgłaszać, że Kościół Katolicki to nierządnica Babilonu). Jak widzimy jest zasadnicza różnica między ascetą, który decyduje o własnych wyborach życiowych, a politycznym ekstremizmem i herezją.

W wersji Mrowcewicza i cytowanych fragmentach z Ptaśnika ta historia wygląda inaczej, według nich prawdziwie ewangeliczni Arnold i Waldo zauważyli, że “Kościół posiada własność świecką, w takim razie odstąpił od nauki Ewangelii” i pełnili różne dobre uczynki, których chciwi i obłudni dostojnicy pełnić nie zamierzali. Arnold “skromnie” zwrócił uwagę na niestosowne ich postępowanie, a papież “kazał mu pójść precz”, co stało się powodem nienawiści Arnolda do kurii. Dalej są zadania do tekstu źródłowego:

“Na podstawie akapitu 1 odpowiedz dlaczego Arnold znienawidził kurię rzymską”, “Na czym polegała działalność ubogich z Lyonu”

itd, gdzie uczniów manipulacyjnie zachęca się by wypowiedzieli i napisali podsunięte im oszczercze odpowiedzi. Zostaje sprawa tego, co ma do tego Święty Franciszek. Na (s. 120) pisze Mrowcewicz tak:

“Między XII i XIV w. trwa w Europie namiętna dyskusja na temat ubóstwa. Czy bogaty Kościół nie sprzeniewierzył się naukom Ewangelii, a papież może jeszcze powtórzyć za Św. Piotrem”nie mam srebra ani złota”.

Dalej (o Franciszku),

“zamożny młodzieniec porzucił światowe rozkosze, wyrzekł się bogactw i zaczął wieść żebracze życie, służąc przy tym chorym i ubogim. Wkrótce po śmierci założyciela (…) uczniowie i następcy Franciszka odeszli od pierwotnej reguły i zakon szybko się wzbogacił.”

Dalej pojawia się tekst antyklerykała i rzekomego intelektualisty Umberto Eco, w którym franciszkanin i dominikanin karczemnym językiem dyskutują o dostatkach w jakie rzekomo opływa ten drugi - znieważają przy tym siebie nawzajem, papieża, Świętych i inne osoby. Sugeruje się tym sposobem, że franciszkanin to jakiś element wywrotowy w instytucji, która wcale nie zamierza przestrzegać tego, co naucza.

Wielkim przemilczeniem o krok od oszustwa jest to, że każdy istniejący wtedy zakon katolicki ślubował ubóstwo, każdy miał ascetyczną regułę, często surowszą pod pewnymi względami niż franciszkańska, a niektórzy fanatycy daleko ją przekraczali, notabene bez organizowania przy tym rewolucji. Żyjący w X wieku kameduła Św. Dominik Loricatus nosił na sobie zamiast włosiennicy kolczugę, spał wtedy gdy padł ze zmęczenia i odmawiał codziennie 2-3 psałterze. Ascezę praktykowali tez dominikanie i wymieniony papież-cysters, Św Eugeniusz III. Eco (i cytującemu go Mrowcewiczowi) przeszkadza jednak coś zupełnie innego, “obłudny” dominikanin chowa forsę “by zbudować piękne kościoły z posągami ze złota”. Osobiste ubóstwo nie oznacza nie dysponowania środkami z urzędu, wznoszenia budowli, utrzymania państwa, albo i bogatych papieskich insygniów. Kościół to organizacja działająca też środkami ludzkimi, np sponsorująca sztukę, by przekazać lepiej swoje idee. W wersji mrowcewiczańskiej to źle, Kościół powinien żyć w jakiejś utopii opartej na pomysłach Arnolda czy Waldo, bo to jest ‘prawdziwa Ewangelia’ (Na marginesie, Kościół nie miał posągów ze złota, a już na pewno nie w tamtych czasach).

O Franciszku jest jeszcze wiersz Twardowskiego i fragment “Kwiatków” o wilku z Gubbio, obydwa podkreślają głównie miłość jego do zwierząt, pomijając przy tym, że jego bracia to byli księża i mnisi o takich poglądach i obowiązkach jak i inni księża i mnisi, tylko z jakimś innym odcieniem cnót. Franciszek nawracał, głosił i wzywał do nawrócenia, tak samo jak i inni. Wzywał nawet sułtana, oferując mu, że wskoczy do ognia by pokazać prawdziwość katolickiej wiary i bardzo dbał o to, by w zakonie nie było żadnego heretyka. Tu zamiast prawdziwego Św. Franciszka jest alternatywna wersja - prosty wesołek-ekologista, który mógłby przybić piątkę Partii Zielonych. Nie to co ten zły, ciemny i pazerny Kościół Katolicki.

A jedno z zadań Mrowcewicza do “Kwiatków” jest następujące “w jaki sposób średniowieczne herezje mogły oddziałać na Św. Franciszka”. Znowu podsunięto kłamliwą odpowiedź na to pytanie, bo wybrano fragmenty, wedle których Franciszek, Arnold i Waldo to zbliżone postaci. Fakty sa odwrotne, pierwsi franciszkanie z herezją gorliwie walczyli (na przykład zajmował się tym słynny do dziś Św. Antoni z Padwy).

Podobnych motywów atakujących katolicyzm przynajmniej pośrednio jest więcej. O ile Umberto Eco pisze w swoim dialogu, że Akwinata to żarłok (s. 126), to Mrowcewicz dodał swoje o tamtejszej filozofii, zarzucając jej irracjonalizm i ciemnotę: (s. 107)

“scholastyka to średniowieczna metoda filozoficzna polegająca przede wszystkim na: oparciu wiedzy na zhierarchizowanych autorytetach, najwyższy autorytet to oczywiście Biblia, zamiast badać problemy, średniowieczny myśliciel szuka ich rozwiązania w różnych księgach; podporządkowaniu wiedzy zasadom wiary”.

Na s. 104 wieje grozą i gnozą:

“Z głodu szczegółów których nie ma w Piśmie Świętym, wyrosła popularność apokryfów. Apokryfy to uzupełnienia opowieści biblijnych, mają pozory autentyzmu. Ich autorstwo przypisywano bowiem uczestnikom historii świętej ( np obok znanych z Pisma Świętego czterech Ewangelii w średniowieczu funkcjonowały także teksty przypisywane innym apostołom np Ewangelia wg Tomasza, Ewangelia wg Piotra)”.

Ewangelia Tomasza to, oględnie mówiąc, gnostycki tekst znany w starożytności, a odkryty w XX wieku w Nag Hammadi, razem z innymi gnostyckimi tekstami (jeden z kodeksów został ochoczo przygarnięty z wiadomych względów przez instytut ww Junga). “Ewangelia” jest złożona z tajemniczych wypowiedzi “Jezusa”. O tym by znano ją w średniowieczu nie znalazłem, oprócz teorii spiskowej w bluźnierczym filmie “Stygmaty”. Ewangelia wg Piotra podobnie, jest to heretycki tekst znany w starożytności, a odkryty w XIX wieku. Ani jedno, ani drugie nie powstało raczej “z głodu szczegółów” i co innego znajdzie dociekliwy uczeń, jeśli wyszuka tą “Ewangelię” w internecie.

4 Masowa apostazja młodych i kto za nią odpowiada

Mrowcewicz otrzymał w 2016 roku od prezydenta Andrzeja Dudy złoty krzyż zasługi, zgodnie z Janową zasadą, że jak się kogoś pozdrawia to staje się współuczestnikiem jego złych czynów. Jest też utrzymywany z publicznych pieniędzy jako profesor PAN.

Nie będę tu się rozpisywał o politykach, ani o ich pomagierach od “nauki”. Pewnemu stronnictwu polecam poczytać w “Dzienniczku” Faustyny (z 12 maja 1935 r.), jak skończył główny bohater ich Józef Piłsudski i zastanowić się czy odpowiednio rozumieją słowo “Miłosierdzie”.

Ważniejsza sprawą jest, jak Wy wszyscy, 80-90% nominalnych katolików w Polsce, mogliście tolerować coś takiego przez ostatnie 20-30 lat i udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku? Gdzie katolicka inteligencja, historycy, publicyści i tak dalej - którzy mają specjalny obowiązek względem Boga i bliźnich?

Owoce takiego postępowania są łatwe do przewidzenia. Wedle rankingu Pew Research [Pew] największa dysproporcja między religijnością starszego i młodszego pokolenia na świecie jest w Polsce - nikt na świecie nie przekazał dzieciom swojej wiary gorzej niż Polacy. Na papierze nie jest źle, bo nadal sporo tych osób identyfikuje się jako katolicy. Wedle bardziej realnych wskaźników jest fatalnie - nie spełniają podstawowych obowiązków religijnych i religia nie jest ważna w ich życiu. Ostatnio kard. Nycz mówił o “przerastającej przewidywania” skali rozwodów i związków niesakramentalnych. Czy trzeba wam przypomnieć, że jesteście odpowiedzialni za to, na mocy przyrzeczeń chrzcielnych i małżeńskich?

Mówi się dziś trochę o tej apostazji młodych, myśli się dlaczego (media, konsumpcjonizm), rozważa się jak przyciągnąć ich z powrotem (bardziej przystępną Mszę zrobić czy coś, duszpasterstwo jakieś nowe z gitarką i meczami w piłkę). To na nic. Od dziesiątków lat opłacacie to czego przykład widać wyżej. Szkoła polska w takim kształcie jest wrogiem Boga, przemycając pod płaszczykiem nauki i w domyśle na równi z naukami wrogą propagandę i najlepiej byłoby się z niej wymiksować. Oczywiście nie można rzucić krzesłem i wyjść, postępowi planiści “edukatorowie” o to zadbali. Po pierwsze szkoła jest narzuconym prawnie obowiązkiem, a nie chodzenie do niej ustawowo zabronione. Po drugie pójście na studia, wymaga zdania matury, także z polskiego. Istnieje tam coś takiego jak błąd kardynalny, który za jedną poważną nieznajomość obowiązkowej lektury oblewa całą maturę. Błąd kardynalny jest pewnie rzadkim zjawiskiem w praktyce, jednak wystarczy nastraszyć tych, co chcą się uczyć i myślą poważnie o studiach, by “na wszelki wypadek” wszystkie lektury przeczytali. Skutkiem tego, nawet jeśli nie da się urobić wszystkich, to tych pilnych i uczonych już na ogół tak.

Rozważmy rzeczywisty przykład: gdybym nie przeczytał np “Cierpień Młodego Wertera” to mógłbym się narazić na taki błąd. Plugawa ta książka, którą napisał wspomniany wyżej pogański i okultystyczny Goethe, opowiada o “nieszczęśliwej miłości” głównego bohatera do kobiety związanej z kim innym, skutkiem czego tenże bohater strzela sobie w łeb. Oczywiście pierwsze wydanie tego “dzieła” wywołało falę samobójstw. Z jakichś powodów jednak nasi edukatorowie podsuwają to młodzieży, z jakichś powodów mamy niemal najwięcej samobójstw młodzieży w Europie.

Ciekawe, ile waszym zdaniem, wy okropni szkodnicy, którzy wybieracie takie lektury, kosztuje ludzkie życie, stracone tak głupio i bezsensownie wieku 16 czy 18 lat? Inny medal by tutaj się przydał wedle przepisu Chrystusa Pana w Ewangelii (Mt 18:6). Wstęga tego orderu - gruby konopny sznur, a odznaka kamienna i okrągła o masie 100 kg. Można wyciosać w szlachetnym marmurze z Carrary niczym Michał Anioł i napisać na nim “Order Postępu i Edukacji”.

Wy zaś, którzy uważacie się za katolików i chcecie zrozumieć wasze dzieci, 20-30 letnich kulturowych chrześcijan i jawnych apostatów (byłem czymś pomiędzy jednym i drugim) rozważcie dobrze jedną rzecz. Dzisiaj zgłaszacie różne roszczenia, wynikające z katolicyzmu - na przykład w Polsce jest zabroniona aborcja i dobrze, że dało to zrobić - natomiast spotkało się to z dużym buntem i protestami, zwłaszcza ze strony młodych, na których skapitalizowały się lewicowe partie i ruchy. Część lewicowych bojowców posunęła się do jawnych ataków na kościoły i niewiele napotkali oporu, oprócz może narodowców i kibiców futbolowych, (ostracyzowanych przez episkopat i mainstreamową opinię publiczną).

Wiele z tych osób (popierających stronę lewą) nie wierzy, nie rozumie, nie widzi żadnego powodu by traktować katolicyzm poważnie - tak właśnie zostali nauczeni. Nikt im nie powiedział, dlaczego miałoby być inaczej (o cudach, o duszy, o stworzeniu życia i wszechświata itd), a edukacja szkolna dostarczyła informacji takich, jak wyżej wymienione u Mrowcewicza. Nie nadrobiła tego szkolna katecheza. Nie pomagają też skandale w Kościele, coraz bardziej powszechne opinie, że każda religia jest w części prawdziwa i dobra, czy katoliccy aktywiści nie stosujący się do moralności, którą chcą narzucić prawem, albo też umoczeni w ciemne interesy. Za 10 lat ich będzie dużo więcej i będą bardziej radykalni, a nas mniej. Możecie wygrać bitwę, ale to nie oznacza wygrania wojny. Mamy nóż na gardle i w świetle podanych wyżej faktów trudno udawać, byście nie byli za to odpowiedzialni, za własne dzieci i własny kraj. Przede wszystkim zalecam czynić pokutę w tej intencji, póki jeszcze macie na to czas. Wedle wspomnianych objawień Św. Łucji, która przewidziała II Wojnę Światową, wojna ta była karą przeciw narodom, które chciały zniszczyć panowanie Boże w duszach, czego przykładem byli z resztą sanatorowie i rządzona przez nich Polska.

Następnie, należałoby z Bożą pomocą wypracować intelektualne postulaty i sposoby ich przekazania dalej, w każdej dziedzinie, która może mieć znaczenie. Cuda współczesne są mocnym dowodem dla ludzi uznających doświadczalne sposoby dociekania, takie jak się stosuje w nauce, a obalenie ich sprawia stronie przeciwnej nieprzekraczalne trudności. Czytałem na przykład znakomitą pracę ks. prof. Dalleura [Dal] o Cudzie Słońca w Fatimie - nadzwyczajne okoliczności tego zjawiska wystarczą spokojnie by udowodnić cud, a sceptycy (psychologiści itd) mogą wymyślić najwyżej, że wszyscy naraz, cały tłum i osoby w znacznym oddaleniu dostali jednocześnie halucynacji i sugestii. Warto zaznaczyć, że cuda są dowodem bezpośrednio na wiarę katolicką, a ten konkretnie na objawienia fatimskie. Znaczy to też, że piekło i szatan istnieje i to nie w alegorycznej wersji rozpowszechnianej przez liberalnych chrześcijan, a w zgodzie z Biblią. Oczywiście to nie znaczy, że można zaniedbać czegokolwiek innego - prawd o stworzeniu życia, człowieka i Wszechświata. Jakoś Amerykanie, katolicy i protestanci, potrafią mówić o tych rzeczach otwarcie. W jakiej innej dziedzinie wyjaśnienie, które mówi, że stało się to, co miało się stać, może być uznane za gorsze, od takiego które polega na niemożliwych zbiegach okoliczności? A to właśnie jest obraz sporu między teizmem, a materializmem. W ślad za tym powinny iść nauki humanistyczne (np badania historyczne) i kultura i sztuka.

To wszystko jest pracą jaką ma do wykonania katolicka inteligencja - oprzeć wiarę swoją i innych na mocnym fundamencie, by tym lepiej mogła ona wzbić się ku Chrystusowi i Maryji przez myśl i uczynki, przez pokutę i Eucharystię w której jest On obecny. Wtedy nadejdzie wiosna i odnowa Kościoła, gdy uczyni On w duszach wszystko co chce uczynić. Niestety katolickiej inteligencji jest w Polsce niewiele. Wielu takich, którzy chcą za takich uchodzić, a zarazem gnąc się przed przeciwnikiem i jego ideologiami, albo też milcząc wtedy, gdy trzeba było się odezwać - tym zwłaszcza polecam nawrócenie i poprawę, póki jeszcze macie czas.

Młodym polecam uczyć się w szkole tego co im potrzebne, a od wszelkich zgorszeń uchylać się, a najlepiej protestować przeciwko ich nauczaniu, na przykład nie przychodząc na lekcje. To ma minimalne znaczenie, czy będziecie mieli średnią 3.0 i poprawne czy 5.0 i wzorowe. Czytać we własnym zakresie to co jest prawdą, dobrem i pięknem, a to co z nimi stoi w sprzeczności na wszelkie możliwe sposoby unikać (przeczytać streszczenie jeśli trzeba, itd). Z ludźmi którzy podniecają się takimi rzeczami i uważają to za jakąś “kulturę” czy “filozofię” nie zachodzić i tym bardziej nie iść do nich na nauki.

Krystian Zawistowski

PS: W rozdziale 2 usunąłem Nostradamusa z listy osób pozostających pod wpływem Akademii Platońskiej, bo nie jest to jasna sprawa.

“Przeszłość to dziś” I, I klasa, K. Mrowcewicz, Stentor, Wyd. V, 2007

“Przeszłość to dziś” II, I klasa, K. Mrowcewicz, Stentor, 2005

“Diderot 1750 Encyclopedia”, Amy E. Robinson, Transcript, World History Project

[Dal] Dalleur https://apcz.umk.pl/SetF/article/view/SetF.2021.001

[Ob] “Obrona Religii Katolickiej” J. S. Pelczar

[Pew] https://www.pewresearch.org/religion/2018/06/13/young-adults-around-the-world-are-less-religious-by-several-measures/

[Ple] “George Gemistos Plethon on God: Heterodoxy in Defense of Orthodoxy” (1) Darien C. DeBolt

[Lrd] http://www.miraclehunter.com/marian_apparitions/approved_apparitions/lourdes/miracles1.html